Przejdź do głównej zawartości

Gdy ludzie odchodzą, a lalki zostają...

Często, gdy kupuję się tak zwane "trupki", czyli lalki z drugiej ręki,  są one niekompletne, ubrane w stroje innych lalek lub błędnie zidentyfikowane przez mało zorientowanych sprzedawców.

Historia mojej Riviera Barbie jest więc dość pogmatwana i chaotyczna. Jednak od tego jest ten blog, by takie lalkowe perypetie opowiedzieć w szczegółach. 

Niestety ta opowieść zawiera w sobie jedno, bardzo smutne wydarzenie, ale jak już mówić to wszystko, albo wcale....

Sama Barbie przybyła  do mnie późną  jesienią zeszłego roku. Ubrana była w zupełnie inny strój, co utrudniło nieco identyfikację. mimo to dość szybko udało mi się ustalić, że trafiła do mnie właśnie Riviera Barbie. Nieco zamętu wprowadziła druga nazwa, pod którą lalka była równolegle kiedyś sprzedawana (Gold Coast Barbie - na rynek amerykański). Wówczas jeszcze nie miałam takiej wprawy w wyłapywaniu subtelnych różnic pomiędzy sygnaturami, malunkiem twarzy oraz w badaniu innych aspektów, które bierze się pod uwagę przy identyfikacji. Można się zatem domyślić, jak łatwo ulegałam dezorientacji. Koniec końców jednak charakterystyczne cechy Barbie doprowadziły mnie do rozwiązania. 

Gdy już wiedziałam z jaką lalką mam do czynienia, zaczęło się polowanie na jej oryginalne ubranko. Ucieszyłam się bardzo, gdy ujrzałam, że moja zaprzyjaźniona sprzedawczyni - Annie ma na sprzedaż ładną (nieznaną mi) Barbie, ubraną właśnie w kostium kąpielowy Riviery. Tytuł ogłoszenia brzmiał: "Riviera Barbie jak nowa". Wtedy już podejrzewałam, że Annie identyfikowała Barbie na podstawie samego kostiumu, o czym wspominałam w pierwszym akapicie, iż czasem niektórzy tak postępują. Oczywiście ustalanie nazwy modelu lalki na podstawie jej ubranka jest bardzo mylące, bowiem lalki-trupki są bardzo często wcześniej przebierane przez dzieci.  Mnie jednak w tym przypadku nie robiło to różnicy ponieważ zależało mi tylko na stroju. Z radością wiec napisałam do Annie i lalka była już zarezerwowana dla mnie. 

Tutaj jednak kończą się pozytywy. Uzgodniłysmy z Annie sposób wysyłki, taki jak zawsze - Kiala. Działa to pokrótce tak, że sprzedawca wypełnia formularz na stronie internetowej, podając dane swoje i odbiorcy oraz najbliższy punkt Kiala, w tym przypadku mój, mieszczący się 100 metrów od mojego mieszkania, na który miała zostać wysłana paczka. Zaraz po tym jak sprzedawca wypełni ten formularz, ja otrzymuje maila, ze sprzedawca zgłosił paczkę, lecz jeszcze nie przyniósł jej do punktu. Zwykle na drugi dzień dostaje się kolejną wiadomość, że przesyłka została dostarczona przez sprzedawcę. W następnej wiadomości zawarta jest z kolei informacja, że przesyłka trafiła do ostatniego centrum sortowania, skąd idzie już bezpośrednio w ręce kuriera, który zawozi ją do najbliższego punktu odbioru. Ostatnia wiadomość brzmi mniej więcej: "Twoja paczka jest dostępna". Cała procedura trwa aż tydzień i to pod warunkiem, że sprzedawca się pośpieszy i niezwłocznie zaniesie przesyłkę do swojego punku Kiala. Jakież było moje zdziwienie, gdy Annie, zawsze rzetelna i niezawodna w transakcjach, aż 10 dni zwlekała z zaniesieniem paczki do punktu...

Nie pasowało mi do jej osoby takie zachowanie, więc napisałam do niej maila, czy wszystko w porządku. Podejrzewałam, ze pojawił się jakiś poważny problem, który odwrócił jej uwagę od takiej drobnostki, jak wysłanie lalki wartej kilka groszy...

Odpowiedź jaką otrzymałam wbiła mnie w ziemię.  

Odpisała jej córka... 

...że w czwartkowa noc jej matka niespodziewanie zmarła w swoim domu, że są pogrążeni w żałobie i stąd opóźnienie, lecz paczka zostanie wysłana nazajutrz.... Ostatnia linijka zawierała słowa: "Lalka, którą kupiłaś, pochodzi od na prawdę wyjątkowej osoby o złotym sercu"...

[*] [*] [*]

Od tej chwili wiedziałam, że w przesyłce idzie do mnie nie tylko lalka, ale prawdopodobnie ostatnie napisane przez nią słowa, ostatnie jej chwile, kawałek jej dobrej aury. Annie zmarła kilka godzin po przygotowaniu przesyłki. Informacje na stronie internetowej wskazywały 21.00 jako godzinę wypełnienia formularza. 

Głęboko wstrząśnięta i zawstydzona, że zajmuję  się lalkami w obliczu takiej tragedii, oczekiwałam jednak na paczkę. Nie ze względu na jej zawartość, która w tamtej chwili wydawała mi się kompletnie nieistotna, lecz przez sentyment i szacunek do Annie... 

Niestety to nie koniec historii. Okazało się, że nad tą przesyłką wisi jakieś fatum. Na maila nakazującego odbiór  czekałam dłużej niż zwykle, a gdy w końcu przyszedł,  byłam dziwnie poddenerwowana. Udałam się do punktu i.... pan, który tam sprzedaje (punkt mieści się w małym sklepiku) rzekł, że mojej paczki nie ma! Jest to tyle dziwne, co nie prawdopodobne, zważywszy na system, w jakim funkcjonuje przekaz paczek: kurier wręcza paczkę pracownikowi punktu, który natychmiast skanuje ją  za pomocą specjalnego terminala. W tej samej chwili  system AUTOMATYCZNIE wysyła  do mnie maila, że paczka jest dostępna. Kurier również zaznacza w swoim terminalu, że przekazał przesyłkę. Zatem, jak to możliwe, że ja dostałam maila, a paczki nie było?  Ekspedient w tamtym sklepie musiał ją własnoręcznie przeskanować, inaczej nie dostałabym maila.... kontaktowałam się też z zespołem Kiala i otrzymałam od nich odpowiedź,  że przesyłka została przekazana do mojego punktu!
Chodziłam do nich chyba kilkanaście razy... tłumaczyłam, że dostałam maila z informacją , że  paczka U NICH JEST.
Wciąż  jednak słyszałam tą samą odpowiedź.... "nie ma, ale może będzie jutro".

Przesyłka widmo. Annie, 
o co Ci chodziło?


Po dziewięciu tygodniach starań przeplatanych rezygnacją, ku mojemu ostatecznemu niedowierzaniu, trzymałam pudło Annie w ręce. Jakim cudem odnalazło się po tylu dniach? Gdzie było w tym czasie? Te fakty do dziś mają status zagadki.

Przesyłkę otworzyłam trzęsącymi  rękoma. Wiedziałam, że w środku zastanę kartkę  z własnoręcznie napisanymi życzeniami i byłam tym niezwykle wzruszona.... 




Pisząc ten tekst straciłam ochotę na prezentację lalki. Wyszczerzony Superstar nie pasuje do tej notki.
Jednak dla dopełnienia formalności chociaż pokażę Barbie... Annie też była kolekcjonerką lalek, więc może... 

Riviera Barbie 1989


















Komentarze

  1. losy ludzkie przeplecione wespół
    ze światem lalek i innych zabawek -
    tak anonimowe a jednak intymne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze Inko, ze odwiedzasz tego bloga bo Twoje komentarze są jak małe formy literackie. Szukałam nawet odpowiedniej poezji na dzisiejszą okazję ale nie musiałam. Twoje słowa wystarczą...

      Usuń
  2. Przeczytałam cały wpis z wielkim smutkiem. Bardzo mi przykro z powodu śmieci Annie. Ludzie jak widać nie są wieczni :-( , ale zostawiają swoje emocje, myśli, energię w swoich lalkach. Tak mi się wydaje. Tak czuję. Każdy z nas ma swoją energię i przekazuje ją wszystkiemu, co go otacza. Lalka, którą otrzymałaś ma swoją historię. Jej jedna cześć się zakończyła, teraz zaczyna się kolejny etap jej lalkowej egzystencji. To takie smutne, że kiedyś odejdziemy, nasze lalki zostaną same. Oby znalazły nowych opiekunów, tak samo jak ta, która do Ciebie trafiła. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się ze ludzie gdy odchodzą zostawiają swoją energię w przedmiotach codziennego uzytku oraz w tych ulubionych. Dlatego tak ważne są pamiątki po bliskich, którzy odeszli....

      Usuń
  3. Naprawde sumtna historia jaka pisze samo zycie. Jak to dobrze ze lala z odrobina duszy tej dobrej kobiety dotarla do Ciebie!!! Najcenniejsze co moze pozostac po czlowieku to dobra mysl o nim i jego czynach.

    Lala sliczna <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak... bardzo smutna. Ale zaslugujaca na to, by ja opowiedzieć. Cieszę się, ze mogłam przyblizyc Wam osobę tej ciepłej, dobrej kobiety. Dobro zawsze wraca. Dzięki temu jaka była, usłyszały i niej osoby z innego kraju, nieznajome, lecz dzielące to samo hobby. Pozostawiła po sobie dobrą pamięć.
      Ps. Lalka ktora dziś pokazałam nie pochodzi od Annie, tylko jej kostium. Przybyła w nim inna Barbie, którą Annie błędnie zidentyfikowala na podstawie ubranka. Pokaże ja innym razem.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Spiel Mit Barbie 1978

W dzisiejszej notce pokażę Wam kolejną Vintage, która zasiliła moją kolekcję jakieś dziewięć miesięcy temu. Kupiłam ją za 6 euro na lokalnej stronie z ogłoszeniami. Niestety, jak to często bywa z tutejszymi sprzedawcami były komplikacje komunikacyjne. Właściciel lalki nie odpowiedział bowiem na mojego pierwszego maila w języku angielskim. Dałam sobie więc spokój myśląc, że może ogłoszenie po prostu jest juz nieaktualne. Często przecież bywa, że gdy na sprzedaż pojawi się lalka Vintage, kilka godzin później jest już sprzedana. Jakież było moje zdziwienie, gdy kilka tygodni później, będąc akurat w Polsce na urlopie, ujrzałam to samo ogłoszenie ale z obniżką ceny z 10 euro na 6! Nie zastanawiałam się sekundy i powstał nowy mail do sprzedawcy - tym razem po flamandzku. Niestety pełen błędów, gdyż ten język nie jest moją mocną stroną...
Ku mojej radości osoba ta odpisała i zgodziła się wysłać Barbie w dogodnym dla mnie terminie.
I tak oto stałam się właścicielką Barbie z moldem Stacey. Ten od…

Nadia, de verzamelaar uit België en haar prachtige collectie

Witam po długiej przerwie!
Pewnie pomyślicie, że znudziło mi się blogowanie ale nic bardziej mylnego! W ostatnim wpisie wspominałam, że wyjeżdżam na urlop do Polski i tak się złożyło, że zamiast wrócić po zamierzonych dwóch tygodniach musiałam zostać na dłużej. Zatrzymały mnie tu sprawy od dawna wymagające domknięcia, jak na przykład egzamin na prawo jazdy, którego zdawanie po kilku porażkach porzuciłam dwa lata temu... Moje lalki oczywiście zostały w domu... także, te których kolej przypada do pojawienia się na blogu. Gdybym wiedziała, że wyjeżdżam na tak długo zabrałabym ze sobą kilka pań. I chociaż mam kilka nowych egzemplarzy, które kupiłam lub dostałam tu na miejscu, to jednak nie mogę się przemóc, by złamać moją świętą zasadę kolejności! Ten blog jest dla mnie jak archiwum, w którym po latach będę mogła odnaleźć chronologiczny opis mojej kolekcji.
By przerwać tą śmiertelną ciszę na blogu, przygotowałam więc dla Was coś specjalnego, coś, co od dawna chciałam tu pokazać, jednak potr…

Metamorfoza zwykłej Basi

Czyli Wielka Paka cz.1.
Pomyślałam ostatnio, że fajnie by było pisać bloga bardziej na bieżąco. Tworzenie notek na świeżo, od razu po przybyciu nowej kandydatki byłoby fajnym udokumentowaniem odczuwanej wtedy radości, a także zapisem pierwszego wrażenia. Nie chce jednak odchodzić od mojej świętej zasady kolejności lalek wedle daty przybycia, więc postanowiłam przez jakiś czas nie kupować nowych modeli*, a skupić się w pełni na omawianiu tego, co już posiadam. ;) Wtedy tylko dam sobie szansę, by "dogonić" ze wpisami wciąż przybywające lalki... (przez zatrzymanie ich przybywania...).
* zasada ta nie dotyczy Fashionistek, bo o nich i tak robię notki zbiorowe i publikuje w dowolnym momencie. Zatem nie skazuje się na całkowitą posuchę w kupowaniu Barbie! 
Zatem do dzieła... Następnym po Baywatch Teresa zakupem była największa, jaką dotychczas kupiłam, paczka z trupkami, w której skład wchodziło około 20 lalek. Część z nich oddałam kuzynce, ponieważ nie znajdowały się one w kręgu moic…