Przejdź do głównej zawartości

Barbie The Look Red Carpet 2015

Dziś zaprezentuję Wam kolejną laleczkę, którą kupiłam na długim urlopie w sierpniu zeszłego roku. Tym razem zakupu nie dokonałam przez internet ale w sklepie zabawkowym podczas wyprawy z siostrą do galerii handlowej. Ja i moja młodsza siostra mamy taką naszą, małą tradycję: gdy przyjeżdżam do Polski, jedziemy razem na zakupy do Tarnowa. Tylko we dwie :).
Tym razem zamiast ubrania kupiłam sobie lalkę, którą i tak planowałam nabyć już od dawna. Cieszyłam się tym bardziej, że była przeceniona o 20 zł. Podczas płacenia między ekspedientkami wywiązała się taka rozmowa:
- .... patrz! Sprzedała się!
- ech... - westchnienie drugiej pani - szkoda...

Okazało się po chwili, że jedna z nich była znajomą z pracy mojej siostry, więc zaczęły rozmawiać. Koleżanka przyznała, że zbiera Barbie "te wszystkie modelki" i że wahała się też nad tą, którą ja postanowiłam kupić. Wtedy moja siostra odparła, że ja też jestem kolekcjonerķą. Sprzedawczyni zaświeciły się oczy i jak się domyślacie, zaczęłyśmy gadać na lalkowe tematy. Pogaduchy trwały może kwadrans, (przerwane pojawieniem się klienta), podczas których dowiedziałam się, jaki rodzaj lalek preferuje moja rozmówczyni i co sądzi na temat nowości, które są sprowadzane do sklepu. I tak na przykład tej pani nie przypadł do gustu nowy sposób artykulacji u lalek z serii The Look (podczas, gdy u mnie mieszkała już najnowsza artykułowana Mbili Night Out), a zamiast nich woli starsze wydania Model Muse. To zupełnie tak jak ja, dlatego wyszłam z tego sklepiku bardzo zadowolona, trzymając w ręku Barbie The Look Red Carpet 2015!



Numer katalogowy tej piękności to #BCP90, a należy ona do linii The Look, seria: Red Carpet. W skład wypustu weszły łącznie cztery lalki, z których aż trzy zasiliły moją kolekcję. 



Do kupienia została mi jeszcze jedna, brunetka z moldem Mackie, ale według mnie nie wyróżnia się ona niczym szczególnym więc podejrzewam, że nie prędko zdobędę motywację, by zadać sobie trud zdobycia jej...
Barbie BCP90 w stosunku do koleżanek z serii dołączyła do mojej ekipy dość późno. Było to spowodowane utratą zapału do zbierania lalek The Look i przerzuceniem kolekcjonerskiej fascynacji na lalki playline z lat 60-90. Odkrywanie innych lalek pochłonęło mnie na długi czas, po którym jednak miłość do moich modelek powróciła ze zdwojoną siłą. Barbie, o której dziś mowa, bardzo podobała mi się na początku mojej przygody ze zbieraniem, kiedy to wyszukiwałam swoje pierwsze lalki na Allegro. Pamiętam, że niebieski kombinezon w połączeniu z platynowymi blond włosami robił na mnie wrażenie! Bądź, co bądź ostatnie lalki z jakimi miałam kontakt w dzieciństwie nie były ani tak urodziwe, ani tak stylowo ubrane. Piękno i zróżnicowanie wśród lalek Barbie odkrywałam stopniowo w ciągu następnych miesięcy. Dziś jestem już obeznana z tematem i nie jedną lalkową boginię widziałam ale pomimo to Barbie Red Carpet BCP90 wciąż cieszy moje oko...

Zacznijmy od twarzy tej ślicznotki:

Rysy twarzy, które tu widzicie, powstaly na bazie moldu Aphrodite, który osobiście kojarzę wyłącznie z edycjami kolekcjonerskimi. Na mojej liście marzeń figuruje nie jedna ekskluzywna i nieosiągalna lalka o tej właśnie twarzy. Póki co, w mojej kolekcji znajdują się tylko dwie Afrodyty, ale obie z linii The Look (Black Label):



Obie są posiadaczkami wrootowanych rzęs i ust w jasnym kolorze. Jedna ma oczy niebieskie, druga brązowe. Obie bardzo mi się podobają. 
Spotkałam się z informacją, że mold Aphrodite powstał z połączenia dwóch moldów: Mackie (nos) i Lara/Ana (usta). Po dokonaniu kilku porównań dołączam do grona zwolenników tej hipotezy. 

Przejdźmy do stylizacji. Już jakiś czas temu, jeszcze przed zakupem, wpadło mi do głowy takie oto skojarzenie:

Niebieski kombinezon oraz fryzura upodabniają lalkę z nielimitowanego pułapu Black Label do ekskluzywnej Versus Versace Barbie, na którą to z kolei mogą sobie pozwolić tylko nieliczni. Część z Was uważa to pewnie za przypadek, ja - miłośniczka teorii spiskowych - widzę w tym taktyczne zagranie, które miało na celu podbicie sprzedaży. 
Jednak zagadkę, czy Red Carpet Barbie jest wariacją na temat projektu Versace, czy nie jest, póki co odłużmy na bok, ponieważ dziś mam Wam jeszcze wiele rzeczy do pokazania.

Wracając jeszcze do stroju Barbie...




Kombinezon, czego nie było widać na zdjęciach promocyjnych, uszyto z lekko brokatowego materiału. Dzięki temu strój ten jest bardziej szykowny i lepiej wpisuje się w konwencję galowego wyjścia na bankiet.
Nie do końca podoba mi się pasek.... mam wrażenie, że jest już niemodny od ładnych paru lat, ale to raczej bez znaczenia, bo żadna z lalek wchodzących w skład serii Red Carpet, czy to City Shine nie jest ubrana  stricte wedle najnowszych trendów. Stylizacje te odbieram raczej jako luźne interpretacje mody ostatniej dekady. 


Zaletą samego paska jest dokładne wykonanie, dzięki któremu pasek wygląda jak pomniejszony dodatek kobiecej garderoby.  
Całość uzupełniają czarne szpilki, srebrna kopertówka, bransoletka i kolczyki "sople".




To co najbardziej podoba mi się w tej lalce, to ekstrawaganckie, niemal białe włosy z grzywką. Tworzywo kanekalonowe, którego użyto doskonale tu pasuje. Włosy są lekkie i cienkie.



Jak wiemy ciałko Model Muse występuje w różnych konfiguracjach ułożenia rąk i nóg. Powyżej widzimy wersję z prawą ręką opartą na biodrze i z lekko ugiętą lewą nogą. Jestem wielką fanką tego ciałka, choć jego artykulacja jest znikoma. Pomimo nienaturalnych, wręcz anorektycznych proporcji, sylwetka wypada bardzo realistycznie, co jest zasługą doskonale odwzorowanej pozy. Niestety tego właśnie brak nowszym wydaniom. Te, choć mają zaawansowaną artykulację, ich pozy są szcztuczne, przypominaja mi trochę drewniane pajacyki. Ich długie kończyny wyglądają trochę jak patyki ale na szczęście Mattel wypuścił artykułowane ciałko Curve, które przynajmniej ma kształty. Co ciekawe, kilka dni temu prezentowałam na blogu Mbili o nowym, artykułowanym ciele ale wtedy jeszcze nie potrafiłam sprecyzować, co dokładnie nie odpowiada mi w nowej sylwetce. Teraz wiem, że atutem Model Muse są ładnie wyrzeźbione stawy oraz powabnie przesunięte do boku bioderko. Zastąpienie np. zgrabnego kolanka zawiasem kulkowym jest rozwiązaniem niosącym korzyści praktyczne ale godzącym w estetykę lalkowej sylwetki. Jak to mówią: coś za coś. Po erze posągowych piękności czas na piękności ruchome, by każdy kolekcjoner mógł znaleźć coś dla siebie. 


Mbili Night Out jest piękna ale odstaje troszkę od pozostałych The Look w mojej kolekcji. Nie pozostaje mi nic innego, jak powiększyć grono artykułowanych panien, by mojej Mbili było raźniej. 



Moje uwielbienie do linii The Look wciąż trwa i już nie mogę się doczekać, by zdobyć więcej lalek. Pierwszeństwo mają oczywiście panny Model Muse ale większość z nich jest tylko na ebay'u i to dość drogo. 
Z okazji dołączenia do kolekcji kolejnej przedstawicielki The Look, postanowiłam zrobić małe zestawienie wszystkich moich lalek i pokazać przy okazji zjawisko powtarzalności dodatków:






Jak widzicie większość wzorów się powtarza i tylko niektóre występują pojedynczo. Tu muszę się przyznać, że kolczyki Mbili Night Out - zgubiłam. W oryginale nosiła takie same jak Aphrodite City Shine (brunetka w srebrno-czarnej koronkowej sukience). 


Trochę tłoczno się zrobiło w tym wpisie, a to przecież panna w niebieskim kostiumie miała być pierwszoplanową gwiazdą!
Aby ją trochę wyróżnić urządziłam jej dodatkową sesję w innym stroju.:







Prawda, że w czerni będzie jej do twarzy ? :) 
Bonus; kawałek mnie w lustrze :D


Pozdrawiam ciepło i zapraszam do dalszego czytania mojego bloga!
Buziaki
N.




Komentarze

  1. Jejku, moje marzenie! Jest wprost cudowna!
    I... Hmm, przypomina mi moją ukochaną Lady Gagę z początków jej kariery.

    OdpowiedzUsuń
  2. No proszę, nawet się człowiek nie spodziewa tego, gdzie może spotkać innego lalkowicza :D Ale to bardzo przyjemne... Tak mi się wydaje :-) Lalusza śliczna! Mnie u niej podobają się najbardziej te cudne delikatne jak mgiełka włosy. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  3. W czarnej sukience z szalem i okularami wygląda niesamowicie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie w czarnej sukience i czerwonym szalu! Rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  5. O rety! Padłam na widok tej ostatniej stylizacji, wygląda bosko ;D Niezłą gromadkę stylowych panien zebrałaś, zestawienie ich biżuterii, dodatków i butów zaślepiło błyskiem bogactwa ;D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Spiel Mit Barbie 1978

W dzisiejszej notce pokażę Wam kolejną Vintage, która zasiliła moją kolekcję jakieś dziewięć miesięcy temu. Kupiłam ją za 6 euro na lokalnej stronie z ogłoszeniami. Niestety, jak to często bywa z tutejszymi sprzedawcami były komplikacje komunikacyjne. Właściciel lalki nie odpowiedział bowiem na mojego pierwszego maila w języku angielskim. Dałam sobie więc spokój myśląc, że może ogłoszenie po prostu jest juz nieaktualne. Często przecież bywa, że gdy na sprzedaż pojawi się lalka Vintage, kilka godzin później jest już sprzedana. Jakież było moje zdziwienie, gdy kilka tygodni później, będąc akurat w Polsce na urlopie, ujrzałam to samo ogłoszenie ale z obniżką ceny z 10 euro na 6! Nie zastanawiałam się sekundy i powstał nowy mail do sprzedawcy - tym razem po flamandzku. Niestety pełen błędów, gdyż ten język nie jest moją mocną stroną...
Ku mojej radości osoba ta odpisała i zgodziła się wysłać Barbie w dogodnym dla mnie terminie.
I tak oto stałam się właścicielką Barbie z moldem Stacey. Ten od…

Metamorfoza zwykłej Basi

Czyli Wielka Paka cz.1.
Pomyślałam ostatnio, że fajnie by było pisać bloga bardziej na bieżąco. Tworzenie notek na świeżo, od razu po przybyciu nowej kandydatki byłoby fajnym udokumentowaniem odczuwanej wtedy radości, a także zapisem pierwszego wrażenia. Nie chce jednak odchodzić od mojej świętej zasady kolejności lalek wedle daty przybycia, więc postanowiłam przez jakiś czas nie kupować nowych modeli*, a skupić się w pełni na omawianiu tego, co już posiadam. ;) Wtedy tylko dam sobie szansę, by "dogonić" ze wpisami wciąż przybywające lalki... (przez zatrzymanie ich przybywania...).
* zasada ta nie dotyczy Fashionistek, bo o nich i tak robię notki zbiorowe i publikuje w dowolnym momencie. Zatem nie skazuje się na całkowitą posuchę w kupowaniu Barbie! 
Zatem do dzieła... Następnym po Baywatch Teresa zakupem była największa, jaką dotychczas kupiłam, paczka z trupkami, w której skład wchodziło około 20 lalek. Część z nich oddałam kuzynce, ponieważ nie znajdowały się one w kręgu moic…

Enchanted Evening Vintage Barbie Reproduction 1995

Z dziś prezentowaną lalką wiążę się dość irytująca historia, która wynikła oczywiście z nieuczciwości sprzedawcy na Allegro oraz mojej naiwności... Barbie ta od dawna znajdowała się w kręgu moich zainteresowań, więc kiedy udało mi się zdać w końcu egzamin na prawo jazdy, postanowiłam zprezentować sobie właśnie ją. Niestety incydent, który miał miejsce po zakupie, skutecznie popsuł mi radość z lalki i dziś nie kojarzy mi sie ona z radością i świętowaniem, a z oszustwem sprzedawcy i moją bezradnością... Ale zacznijmy od początku. Przeglądając Allegro, szczęśliwa po udanym egzaminie, natknęłam się na dwie interesujące aukcje: Solo in the Spotlight Vintage Barbie Reproduction 1995 w stanie używanym, bez pudełka za mniej niż 90 zł oraz Enchanted Evening Vintage Barbie Reproduction 1995 za tą samą cenę ale w pudełku. Dodam, że oba ogłoszenia pochodziły od różnych sprzedawców. Chwilę zajęło mi podjęcie decyzji, którą lalkę wybrać ale nigdy nie zgadniecie, co przeważyło na korzyść dziś omawiane…