Przejdź do głównej zawartości

Pierwszy trupek

Witam w kolejnym poście!

Zgodnie z zapowiedzią z zeszłego tygodnia, dziś chciałabym Wam zaprezentować Barbie, która zapoczątkowała nowy etap w moim zbieractwie.

Lalka przybyła do mnie jesienią 2015 roku i była pierwszym trupkiem w mojej kolekcji. Wówczas jeszcze moim zainteresowaniem cieszyły się najbardziej okazy NRFB, których główną zaletą według mnie była ich całkowita kompletność.
Pomimo tego, ogłoszenie z tajemniczą Barbie w żółtym, sportowym wdzianku kusiło mnie od kilku tygodni, aż w końcu podjęłam starania, by ją nabyć. Moje zainteresowanie wzbudził zwłaszcza wyżej wspomniany strój, samej Barbie niestety nie było widać, gdyż zdjęcie było kiepskiej jakości, a w dodatku sprzedawca założył jej gogle uniemożliwiając ocenę malunku oka. Wobec tego postanowiłam kupić ją w ciemno, zakładając jednocześnie, że przybędzie do mnie Sport Music Barbie 1982 lub Lovin' Music Barbie 1985.

Zdjęcie pożyczone z internetu

Niestety (?) po rozpakowaniu przesyłki szybko zorientowałam się, że co prawda outfit jest oryginalny, lecz lalka, która go nosi nie jest ani Sport Music, ani Lovin' Music Barbie. Nowo przybyła rezydentka posiadała grzywkę, różowe usta i inny malunek oczu. Po krótkim poszukiwaniu w internecie udało mi się ustalić, że moja lalka to My First Ballerina 1986 roku.

Zdjęcie pożyczone z internetu
Nie byłam tym obrotem sprawy nadto rozczarowana, gdyż do radości wystarczył mi fakt, że mam w ręce Barbie starszą niż 20 lat. W przyszłości planuje jednak zdobyć Sport Music lub Lovin' Music Barbie dla jej fabrycznego stroju, który już czeka na nią u mnie w kolekcji. Tym czasem My First Ballerina, która przybyła przypadkowo i nieoczekiwanie, zajmie jej miejsce do tego czasu.

Jak sam tytuł notki wskazuje Barbie przybyła w stanie używanym, co znaczy, że w przeszłości służyła jako zabawka, a następnie trafiła na strych, gdzie przeleżała wiele lat. Na pewno wiele razy kupowaliście lalki po takich przejściach i wiecie w jakim stanie może być taka bidulka. Moja Barbie była trochę umorusana i intensywnie pachniała strarociami.:) Bardzo spodobał mi się ten zapach, niemalże cofnęłam się w czasie do momentu, gdy jakieś dziecko bawiło się nią w najlepsze. 
Mój niepokój budziły włosy, gdyż wówczas nie miałam jeszcze żadnego doświadczenia w ich renowacji i nie miałam pewności, czy da się je odratować. Ogromnie żałuje, że nie dysponuje zdjęciem z przed przemiany, ale byłam tak przejęta, że zapomniałam udokumentować cały proces. Opiszę więc stan fryzury, a Wy będziecie musieli uwierzyć mi na słowo... Zacznę od "domniemanej" grzywki, domniemanej - gdyż początkowo nie było jej wcale widać. Dostrzegłam jedynie pojedyncze, sterczące włoski, które były znacznie krótsze niż reszta włosów i domyśliłam się, że gdzieś tam musiała pierwotnie znajdować się grzywka. Już po wstępnych oględzinach okazało się, że miałam rację i grzyweczka jest, lecz schowana za przednim pasmem włosów.
U Barbie w latach 80 i 90tych grzywki rootowano w charakterystyczny sposób, z którego zrezygnowano około roku 2000: pomiędzy dwoma rzędami włosów przednim i tylnym umieszczano rządek krótszych włosków, a następnie przeplatano go co dwa włoski do przodu. Odzyskiwanie grzywki, która "wróciła na swoje miejsce", to bardzo żmudna praca, wymagająca cierpliwości. Najlepiej to zrobić na mokro, po nałożeniu odżywki, ale koniecznie przed przelaniem wrzątkiem. Mnie bardzo pomocna była igła, którą odgarniałam maleńkie pasemka.
Reszta fryzury była jednak w dużo gorszym stanie: włosy zbite były w coś, co przypominało dred i sterczały na czubku głowy. Kikut był tak krótki, że byłam przekonana, że ktoś obciął włosy lalce i nie będą one sięgać dalej niż za ramiona. Jednak po rozczesaniu włosów (co uczynić mogłam dopiero po kilkunastu godzinach trzymania ich w odżywce dla włosów suchych) okazało się, że włosy zachowały oryginalną długość: do połowy pleców. Po spłukaniu odżywki przelałam włosy wrzątkiem a następnie włożyłam pod strumień zimnej wody. Podobnie postąpiłam z grzywką, która po latach rozczochrania wciąż sterczała do góry i za nic w świecie nie dała się przygładzić do czoła. Pod wpływem gorącej wody (niemalże wrzątku) oporne włókna opadły wreszcie, zachowując jednocześnie ładne podkręcenie. Gdy włosy podeschły, poszczególne pasma podkręciłam lekko na końcach posługując się tylko palcami - włosy starszych lalek tuż po kuracji wrzątkiem wykazują bowiem niezwykłą plastyczność.
Po skończonej pracy mogłam cieszyć oko efektami:



Trzeba przyznać, że Barbie pomimo ciężkich przeżyć z dziećmi wygląda teraz nieskazitelnie. Oczywiście gdyby nie Wasze blogi, na których znalazłam rzetelne informacje, jak przywrócić włosom świetność, zapewne lalka nie wyglądałaby tak świeżo. 



Przyjrzyjmy się jej twarzy. Jest to czwarty Superstar w mojej kolekcji, ale ten jest najstarszy choć ma tylko 30 lat (mój zbiorek jest skromny). Analizując twarze lalek z przedziału 1977-1989 da się zauważyć, że z czasem makijaż oczu stawał się coraz bardziej bogaty i krzykliwy, a niektóre Barbie z drugiej połowy lat 80-tych posiadają już tak szalony make up, że można łatwo przez pomyłkę zaliczyć je do lat 90-tych. Moja My First Ballerina choć z roku 1986 posiada raczej skromny makijaż (wszak jest to baletnica), to porównaniu z pierwszym Superstarem 1977 i tak widoczne są różnice, przybliżające ją do następnej dekady. Malunek oka stał się bardziej złożony, dodano dolne rzęsy, a także elementy tęczówki. Jedynie usta pozostały wąskie, co dziś uznawane jest za cechę charakterystyczną lalek tamtego okresu. Zmianie uległ również rozmiar oczów, które stały się większe i nieco bardziej okrągłe (apogeum pod tym względem reprezentuje chyba Totally Hair Barbie z 1991 roku). 


A to jak ewoluował makijaż Barbie na przestrzeni drugiej połowy lat 80-tych:
Począwszy od roku 1986 Barbie zmieniła makijaż oczu na mocniejszy, gdzie dominującymi odcieniami był róż i pochodne fioletu, następnie w roku 1987 i 1988 malunek oka został wzbogacony o cień błękitny (np. Style Magic Barbie 1988), tym samym stając się bardziej krzykliwy, co odbierane jest jako zapowiedź szalonych lat 90-tych


1988
1977
1886

Po twarzy kolej na ciałko. Nowo przybyła Barbie posiada ciałko TnT (twist and turn) z rączkami PTR (poin to rear), czyli z dłońmi skierowanymi na zewnątrz oraz z łagodnie zarysowanymi paluszkami u stóp. Sygnatura jest nietypowa, ale wszystkie My First Balleriny, które spotkałam, taką posiadają:
Może w fabryce zaszła pomyłka i wmoldowano zły napis? 


Na koniec najlepsze, czyli strój, który sprawił, że w ogóle zainteresowałam się ogłoszeniem. Choć moimi faworytami są wieczorowe stroje lalek, to ten sportowy ciuszek bardzo przypadł mi do gustu. Co dziwne nie przeszkadza mi nawet fakt, że jest koloru żółtego, za którym również nie przepadam. 


Ubranko składa się z dwóch głównych części: blezerka i kombinezonu. Dodatkiem są getry uszyte z tego samego materiału co sweter. Całość utrzymana jest w dwóch kolorach: żółtym i białym. Ciekawym dodatkiem jest mały walkman, którego wykonano z niemałą precyzją. Sprzęcik choć miniaturowych rozmiarów posiada otwieraną klapkę, a w środku maleńką kasetę magnetofonową, którą można wyjąć i wymienić na drugą, dołączoną do zestawu! 


Do tego słuchawki, których niestety brakuje przy moim outficie. Zobaczyć je możecie na pierwszym zdjęciu w tym wpisie. Buciki dodałam od siebie, gdyż Barbie przybyła do mnie w butach narciarskich. Na szczęście posiadałam w swoim inwentarzu niemalże identyczne, jak te oryginalne.









To wszystko na dziś!

W kolejnym wpisie przedstawię Wam bardzo ciekawy duet lalkowy! Zatem do następnego razu. 
Pozdrawiam serdecznie! 



Komentarze

  1. Wspaniała zdobycz! I jak świetnie poradziłaś sobie z tymi włosami! Z twojego opisu wynika, że były naprawdę w fatalnym stanie, a teraz laleczka wygląda cudnie! Zachwyciłam się tym miniaturkowym walkmanem i kasetką! No cudo po prostu! :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten walkman mnie rozwalił - nawet takie szczególiki jak kaseta w środku!:) Bardzo fajny nabytek, ten żółty zestaw jest świetny, bardzo lubię takie kombinezony dla lalek, zaciekawiło mnie to co piszesz o grzywkach i ich znajdywaniu, bo ja właśnie z kilkoma starszymi lalkami miałam taki problem, że z grzywki sterczały im długie pasma włosów i nie dało se ich zaczesać do tyłu, bo przykrywały grzywkę, a to jednak koronkowa robota jest potrzebna:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sliczna lalka i pieknei ja odratowalas :) Wiem jaka to zmudna praca bo juz kilka razy robilam dokladnei to samo :) zeby lalka wygladala jak ze sklepu to czasem trzeba wlozyc w to ogrom pracy ...ale satysfakcja jest ;)

    My first balleriny nie mam bo doszlam do wniosku ze te ,ktore mam musza mi wystarczyc. A udalo mi sie przygarnac 2 starsze: Care i Barbie z 1975 oraz Barbie ballerine z 1983 dodatkowo mam jakas ballerine Christie ,ktora nie moge zidentyfikowac.

    ta Lovin' music barbei jest przesliczna <3 <3 Tez ja mam w stanie mozna powiedziec pudelkowym ( dosc duzo wlozylam w to pracy ) Mam tez ubranko lovin' music dla Skipper-moze kiedys dokupie sama laleczke i zastanawialam sie nad Kenem bo czesto na niego nachodze ale w tej chwili raczej nie zamierzam go kupowac ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraz sobie ze przegladajac dzis moje lalki lezace w kartonie natknelam sie na ta lalke!!! Wprawdzie golutka ale i tak nieslychane ze mam ta balerine juz od nie wiem kiedy ...zupelnei o tym nei wiedzac ;)

      Usuń
  4. Ogromnie mi się podoba w tym żółtym kombinezonie! Do tego blezer i getry! Świetny zestaw! Ślicznotka z niej i te błękitne oczy!

    OdpowiedzUsuń
  5. kanarkowy powrót do przeszłości :DDD

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Spiel Mit Barbie 1978

W dzisiejszej notce pokażę Wam kolejną Vintage, która zasiliła moją kolekcję jakieś dziewięć miesięcy temu. Kupiłam ją za 6 euro na lokalnej stronie z ogłoszeniami. Niestety, jak to często bywa z tutejszymi sprzedawcami były komplikacje komunikacyjne. Właściciel lalki nie odpowiedział bowiem na mojego pierwszego maila w języku angielskim. Dałam sobie więc spokój myśląc, że może ogłoszenie po prostu jest juz nieaktualne. Często przecież bywa, że gdy na sprzedaż pojawi się lalka Vintage, kilka godzin później jest już sprzedana. Jakież było moje zdziwienie, gdy kilka tygodni później, będąc akurat w Polsce na urlopie, ujrzałam to samo ogłoszenie ale z obniżką ceny z 10 euro na 6! Nie zastanawiałam się sekundy i powstał nowy mail do sprzedawcy - tym razem po flamandzku. Niestety pełen błędów, gdyż ten język nie jest moją mocną stroną...
Ku mojej radości osoba ta odpisała i zgodziła się wysłać Barbie w dogodnym dla mnie terminie.
I tak oto stałam się właścicielką Barbie z moldem Stacey. Ten od…

Nadia, de verzamelaar uit België en haar prachtige collectie

Witam po długiej przerwie!
Pewnie pomyślicie, że znudziło mi się blogowanie ale nic bardziej mylnego! W ostatnim wpisie wspominałam, że wyjeżdżam na urlop do Polski i tak się złożyło, że zamiast wrócić po zamierzonych dwóch tygodniach musiałam zostać na dłużej. Zatrzymały mnie tu sprawy od dawna wymagające domknięcia, jak na przykład egzamin na prawo jazdy, którego zdawanie po kilku porażkach porzuciłam dwa lata temu... Moje lalki oczywiście zostały w domu... także, te których kolej przypada do pojawienia się na blogu. Gdybym wiedziała, że wyjeżdżam na tak długo zabrałabym ze sobą kilka pań. I chociaż mam kilka nowych egzemplarzy, które kupiłam lub dostałam tu na miejscu, to jednak nie mogę się przemóc, by złamać moją świętą zasadę kolejności! Ten blog jest dla mnie jak archiwum, w którym po latach będę mogła odnaleźć chronologiczny opis mojej kolekcji.
By przerwać tą śmiertelną ciszę na blogu, przygotowałam więc dla Was coś specjalnego, coś, co od dawna chciałam tu pokazać, jednak potr…

Metamorfoza zwykłej Basi

Czyli Wielka Paka cz.1.
Pomyślałam ostatnio, że fajnie by było pisać bloga bardziej na bieżąco. Tworzenie notek na świeżo, od razu po przybyciu nowej kandydatki byłoby fajnym udokumentowaniem odczuwanej wtedy radości, a także zapisem pierwszego wrażenia. Nie chce jednak odchodzić od mojej świętej zasady kolejności lalek wedle daty przybycia, więc postanowiłam przez jakiś czas nie kupować nowych modeli*, a skupić się w pełni na omawianiu tego, co już posiadam. ;) Wtedy tylko dam sobie szansę, by "dogonić" ze wpisami wciąż przybywające lalki... (przez zatrzymanie ich przybywania...).
* zasada ta nie dotyczy Fashionistek, bo o nich i tak robię notki zbiorowe i publikuje w dowolnym momencie. Zatem nie skazuje się na całkowitą posuchę w kupowaniu Barbie! 
Zatem do dzieła... Następnym po Baywatch Teresa zakupem była największa, jaką dotychczas kupiłam, paczka z trupkami, w której skład wchodziło około 20 lalek. Część z nich oddałam kuzynce, ponieważ nie znajdowały się one w kręgu moic…