Przejdź do głównej zawartości

Barbie & Christie Hollywood Nails 1999

Witam Was, Moi Kochani!

Dzięki lepiej obranej taktyce udaje mi się ostatnimi czasy dodawać posty częściej! Lubię tu wracać, a dodatkowo motywuje mnie kolejka wspaniałych lalek, które niecierpliwie czekają, by pojawić się na blogu. Dziś wyjątkowo przedstawię Wam dwie panny w jednym poście, ponieważ należą one do tej samej serii, a poza tym przybyły jedna po drugiej w odstępie niemalże kilku dni. 

Obie lalki kupiłam przez internet na lokalnej stronie aukcyjnej. Ogłoszenie z Barbie wisiało od kilku miesięcy, oznaczone jako "bieden", czyli "oferta, licytacja". W praktyce oznacza to, że zainteresowany pisze do sprzedawcy swoją propozycję ceny, a ten wybiera najwyższą z pośród ofert kupna, lub informuje zainteresowanego, że ktoś przebił jego stawkę. Osobiście nie lubię tego typu transakcji, gdyż dogadywanie się trwa długo, kosztuje trochę nerwów i często kończy się niepowodzeniem. Na podjęcie wyzwania decyduję się tylko wówczas, gdy gra toczy się o lalkę, na której mi bardzo zależy. 

Tak było tym razem. Prawie od początku mojego kolekcjonerstwa rozglądałam się za Barbie Hollywood Nails, którą uważam, za najbardziej oryginalną przedstawicielkę ery Generation Girl
Seria o której mowa (Hollywood Nails) została wydana w roku 1999 a w jej skład wchodziły trzy lalki: Barbie (mold Generation Girl), Teresa (mold Teresa 1990) i Christie (mold Asha). Dwie z pośród nich (Barbie i Christie) doczekały się reedycji rok później, lecz w nieco skromniejszej i moim zdaniem, mniej udanej wersji. 

Poniżej dla porównania oba warianty Barbie NRFB.

1999
2000
 Nowszej wersji odebrano artykulację oraz kilka dodatków (torebkę, futerko, apaszkę oraz brokat do tipsów), a także zmieniono uczesanie, rezygnując z upięcia na kształt rożków i nadając grzywce niemodnego już kształtu (podkręconą grzywkę nosiły Barbie Superstar w latach 90-tych!). 
Oczywiście do mojej kolekcji trafiła panna z 1999 roku, której nieco gorsza reedycja nie wzbudziła nigdy mojego zainteresowania. Niestety nie udało mi się znaleźć upragnionej Barbie w stanie in box, więc pozostało mi zadowolić się trupkiem bez kompletu dodatków. Barbie przybyła bosa, bez torebki i futerka, ale poza tym w doskonałym stanie. Zachowała się również oryginalna fryzura i wszystkie części garderoby. Widocznie dziecko, do którego należała, było na tyle małe, by pogubić drobne elementy, lecz jeszcze nie na tyle kreatywne, by samodzielnie modyfikować fryzurę lalce, czy często ją przebierać. 
Drugim minusem była cena... zupełnie nie jak za trupka. Choć jak tak teraz myślę, o mojej korespondencji  z panią sprzedającą, dość jasno widzę, że początkowo chciała ona za tą cenę sprzedać mi wszystkie swoje lalki, lecz po moim dopytaniu "czy ta cena jest za sztukę, czy za wszystkie", zmieniła ona zdanie i odparła, że za sztukę. Widocznie wyczuła, że jestem skłonna tyle zapłacić za jedną lalkę i postanowiła to wykorzystać. Nie dziwcie, się tym  komunikacyjnym nieporozumieniom, musicie bowiem wiedzieć, że wówczas jeszcze tutejszy język sprawiał mi o wiele więcej kłopotu niż obecnie. Niestety nie wszyscy sprzedawcy reagują na maile po angielsku, więc byłam zobligowana zacząć pisać je w ich rodzimym języku...  
Wszyscy jednak wiemy, ile wysiłku niejednokrotnie kosztuje zdobycie lalki z ubiegłych lat, których od dawna się nie produkuje, a ich ceny w NRFB są zatrważające. Gdyby tak istniały specjalistyczne  sklepy z lalkami Barbie wszelkiej maści, to wystarczyłoby sięgnąć po nie na półkę, bez tego całego zamieszania... 

Warto jednak się natrudzić, by zdobyć taką lalkę, jak Barbie Hollywood Nails 1999. Tylko spójrzcie jak bardzo się wyróżnia.



Niezwykle mocnym atutem tej Barbie jest gra kolorów, która toczy się pomiędzy bordowym makijażem, a zieloną kreacją. Z całością doskonale współgra platynowy blond jej włosów, przeplatany ciemniejszymi pasemkami. 






Warto zwrócić uwagę, na dbałość o szczegóły, która wówczas jeszcze wyróżniała lalki playline. 

Nie wspominałam jeszcze, że mam szczególny sentyment do lalek Mattela z lat 1999-2001. Na ten okres przypadał nie tylko czas mojego dzieciństwa, ale również najintensywniejszej fascynacji Barbie. Hollywood Nails obok innych ciekawych modeli widywałam w miesięczniku "Zabawy i marzenia z Barbie". Wtedy był dla mnie nieosiągalne, co powodowało, że idealizowałam je, postrzegając niemalże, jako ósmy cud świata. Ach, te dziecięce marzenia... :) Pomyśleć, że kawałek plastiku za kilkadziesiąt złotych miał taką moc, by spowodować euforię szczęścia. Dziś lalki cieszą mnie, lecz nie mogę owej radości porównać z tym, co czułabym, gdybym jako dziecko posiadała te wszystkie lalki. 

Wracając do naszej Barbie: kolejnym aspektem, który chciałabym omówić, jest strój. W okresie nadchodzącego nowego milenium (roku 2000), obowiązywała wciąż moda, na wieloelementowe stylizacje, z których to części składowych można było stworzyć kilka kombinacji. Wkrótce zrezygnowano z tego patentu, co zdecydowanie było  krokiem w złą stronę. Wielu pasjonatów Barbie, w tym ja, sądzi, że po roku 2001-2002 nastąpiło w świecie playline, coś co można nazwać równią pochyłą, ku...



... a no właśnie. :)

Wracamy szybko do lat dwutysięcznych, kiedy jeszcze Barbie tworzona była z wyobraźnią, zachowując resztki klasy i umiaru. Na odtrucie kilka zdjęć Hollywood Nails w różnych modyfikacjach jej złożonej garderoby. 










Jak wspominałam, lalka zagubiła buciki i torebkę, w zamian dostając najbardziej adekwatne zamienniki z mojego inwentarza. Oba bibelotki retro: szpilki prawdopodobnie z lat 90-tych, a torebka vintage z późnych lat 60-tych (jej prawowitą właścicielką była Francie, przyjaciółka Barbie). 




Ofiarowanie lalce artykułowanego ciałka (ben and move, zwane również "pajacyk"), było doskonałym posunięciem. Dzięki temu jest ona jeszcze bardziej interesująca. 





Kolej na Christie

Christie dołączyła do mojego stadka w stanie NRFB, a co ciekawe była tańsza o 1 euro od należącej do tej samej serii, używanej Barbie. To pokazuje jak różnie ludzie wyceniają swoje rzeczy, dla jednego lalka to nie wiele warta zabawka, zalegająca na magazynie, drugi natomiast będzie trwał w przekonaniu, że posiada  wart dużo pieniędzy kolekcjonerski rarytas i to nic, że wymęczony przez dzieci i bez większości dodatków. 



Dla mnie jednak oba zakupy, były dobrą okazją do zdobycia dawno poszukiwanych lalek. Nie spodziewałam się jednak spotkać Christie, gdyż ciemnoskóre lalki, a nawet Teresy, czy Midge są o wiele rzadziej spotykane niż Barbie. Podejrzewam, że dla większości dzieci, blond Barbie była numerem jeden, czy królową lalek ( jak w  tytule mojego bloga) , gdzie natomiast jej kolorowe przyjaciółki, jako postacie drugoplanowe, odbierane były tym samym jako drugorzędne. Wybory dzieci często są banalne, ja sama w dzieciństwie stojąc przed dylematem: murzynka Christie, brunetka Teresa, czy azjatka Marina? - wybrałam Barbie, "szefową składu". Stąd chyba dziś zatrzęsienie Baś i deficyt jej koleżanek. W mojej kolekcji również dominują jasnowłose, gdyż są po prostu łatwo dostępne, lecz wszelkiego rocznika i modelu Midge, Kiry/Mariny, Teresy, czy Christie, są przeze mnie pilnie poszukiwane.

Christie to druga po Mbili (City Shine), nie licząc Fashionistek, czarnoskóra lalka w moim zbiorku, lecz pierwsza z moldem Asha. Muszę przyznać, że zanim ją zdobyłam, bardzo zależało mi, by w mojej kolekcji pojawiła się panna z tą śliczną twarzyczką.  Z pośród wszystkich wcieleń Christie, to "Ashę" lubię najbardziej, o czym decyduje prawdopodobnie silny sentyment z dzieciństwa, w którym to podziwiałam ją wertując czasopisma poświęcone Barbie. Chciałabym, by w przyszłości moje szczupłe grono czekoladek Mattela powiększyło się zarówno o lalki z moldem Asha, jak i z pozostałymi  rzeźbami twarzy. 
Tym czasem skupię się na tym, co już posiadam, czyli Christie Hollywood Nails. Poniżej pokażę Wam coś, co wyróżnia ją na tle innych Ash, Christie, a nawet na tle wszystkich innych lalek. Jest to być może trudno dostrzegalny szczegół, ale mnie zachwycił! Przyjrzyjcie się dobrze:




Czy zauważyliście?? Włosy! 
Christie ma na głowie drobne "warkoczyki", a właściwie poskręcane cieniutkie pasemka, tak by imitowały, modną piętnaście lat temu w kręgach czarnoskórej młodzieży fryzurę! Zatem obie lalki mogą pochwalić się nietypową fryzurą:




Szkoda, że reedycja Christie z roku 2000 dostała te same co Barbie, zwyczajne włosy z niemodnie ułożoną grzywką:



Christie podobnie jak Barbie ma pomalowane paznokcie u rąk, pod kolor stroju:





A także identyczną stylizację, lecz w kolorze musztardowo-brązowym:









Poniżej Barbie & Christie we wspólnej sesji. 








Do kompletu brakuje mi jedynie Teresy, która również jest niezwykle piękną lalką. Mam okazję kupić ją za niewielką kwotę, ale bez oryginalnego stroju, więc wciąż się waham. 
 
To już wszystko na dziś:)


W następnej notce powrót do ery Superstar!

Pozdrawiam gorąco!

Ps. Stojak, który widniał na zdjęciach wykonał dla mnie mój kochany, uzdolniony mąż!

Komentarze

  1. Zachwycają mnie ich stroje! Te body z nadrukami - coś wspaniałego!:))) Nie jestem fanka GG, ale te jej białe włosy, jasna cera i dla kontrastu mocny makijaż tworzą niesamowite połączenie!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest wyjątkowa. mold moldowi nie równy, jak widać. Te rysy były kiedyś piękne, ale potem coś zostało spartaczone i dziś patrzy się na nie przez pryzmat tych koszmarków, spowitych w róż i obsypanych brokatem...

      Usuń
    2. ach no! zapomniałam body dokładniej obfotografować i opisać! jest świetne! są na nim zdjęcia między innymi Kena (nie znam się na moldach panów) oraz Barbie Vintage (o ile się nie mylę reprodukcji). Bardzo ciekawe :)

      Usuń
  2. Po pierwsze dziewczyny jak marzenie! Obie cudowne! Po drugie fantastyczne zdjęcia! Po trzecie podziwiam Cię za wzięcie udziału w takiej "dogadywanej" aukcji a po czwarte masz bardzo uzdolnionego męża :)))
    Pozdrowienia gorące!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Część zdjęć jest nie ostra, także czuję się teraz zawstydzona:) mąż się ucieszy, że stojak się podoba. :) Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  3. i ja lubię ciałko typu pajacyk - moja wymarzoną
    niunię zwaną Kartofelkiem Funny - obdarowałam
    właśnie pajacykiem - szczęśliwa fika tu i tam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Asha ma ciekawe włosy - to fakt!
    ale moją uwagę zwrócił Jej cud
    makijaż - apetyczny a lekki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. fajne te stroje - lubię ciuszki, które
    można w różny sposób wykorzystać - jako
    komplet lub pojedyncze elementy do dalszych
    wizjonerskich wariacji modowych :DDD

    OdpowiedzUsuń
  6. Przesliczne obydwie!!!! Gratuluje !!!

    Ja nie cierpie licytacji na ogloszeniach regionalnych...toleruje je tylko na ebay. Dlatego nawet jesli mi na lalce zalezy to wycofuje sie grzecznie i szukam cos ze stala cena.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo tu wspaniale. Pozdrawiam lalkową matke-emigrantke:-)
    Wlasnei sobie przypomnialam jak tu trafilam - zanabylam przypadkiem trupka barbie holywood nails - i szukalam fotosow potwierdzajacych tozsamosc. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Spiel Mit Barbie 1978

W dzisiejszej notce pokażę Wam kolejną Vintage, która zasiliła moją kolekcję jakieś dziewięć miesięcy temu. Kupiłam ją za 6 euro na lokalnej stronie z ogłoszeniami. Niestety, jak to często bywa z tutejszymi sprzedawcami były komplikacje komunikacyjne. Właściciel lalki nie odpowiedział bowiem na mojego pierwszego maila w języku angielskim. Dałam sobie więc spokój myśląc, że może ogłoszenie po prostu jest juz nieaktualne. Często przecież bywa, że gdy na sprzedaż pojawi się lalka Vintage, kilka godzin później jest już sprzedana. Jakież było moje zdziwienie, gdy kilka tygodni później, będąc akurat w Polsce na urlopie, ujrzałam to samo ogłoszenie ale z obniżką ceny z 10 euro na 6! Nie zastanawiałam się sekundy i powstał nowy mail do sprzedawcy - tym razem po flamandzku. Niestety pełen błędów, gdyż ten język nie jest moją mocną stroną...
Ku mojej radości osoba ta odpisała i zgodziła się wysłać Barbie w dogodnym dla mnie terminie.
I tak oto stałam się właścicielką Barbie z moldem Stacey. Ten od…

Nadia, de verzamelaar uit België en haar prachtige collectie

Witam po długiej przerwie!
Pewnie pomyślicie, że znudziło mi się blogowanie ale nic bardziej mylnego! W ostatnim wpisie wspominałam, że wyjeżdżam na urlop do Polski i tak się złożyło, że zamiast wrócić po zamierzonych dwóch tygodniach musiałam zostać na dłużej. Zatrzymały mnie tu sprawy od dawna wymagające domknięcia, jak na przykład egzamin na prawo jazdy, którego zdawanie po kilku porażkach porzuciłam dwa lata temu... Moje lalki oczywiście zostały w domu... także, te których kolej przypada do pojawienia się na blogu. Gdybym wiedziała, że wyjeżdżam na tak długo zabrałabym ze sobą kilka pań. I chociaż mam kilka nowych egzemplarzy, które kupiłam lub dostałam tu na miejscu, to jednak nie mogę się przemóc, by złamać moją świętą zasadę kolejności! Ten blog jest dla mnie jak archiwum, w którym po latach będę mogła odnaleźć chronologiczny opis mojej kolekcji.
By przerwać tą śmiertelną ciszę na blogu, przygotowałam więc dla Was coś specjalnego, coś, co od dawna chciałam tu pokazać, jednak potr…

Metamorfoza zwykłej Basi

Czyli Wielka Paka cz.1.
Pomyślałam ostatnio, że fajnie by było pisać bloga bardziej na bieżąco. Tworzenie notek na świeżo, od razu po przybyciu nowej kandydatki byłoby fajnym udokumentowaniem odczuwanej wtedy radości, a także zapisem pierwszego wrażenia. Nie chce jednak odchodzić od mojej świętej zasady kolejności lalek wedle daty przybycia, więc postanowiłam przez jakiś czas nie kupować nowych modeli*, a skupić się w pełni na omawianiu tego, co już posiadam. ;) Wtedy tylko dam sobie szansę, by "dogonić" ze wpisami wciąż przybywające lalki... (przez zatrzymanie ich przybywania...).
* zasada ta nie dotyczy Fashionistek, bo o nich i tak robię notki zbiorowe i publikuje w dowolnym momencie. Zatem nie skazuje się na całkowitą posuchę w kupowaniu Barbie! 
Zatem do dzieła... Następnym po Baywatch Teresa zakupem była największa, jaką dotychczas kupiłam, paczka z trupkami, w której skład wchodziło około 20 lalek. Część z nich oddałam kuzynce, ponieważ nie znajdowały się one w kręgu moic…