Przejdź do głównej zawartości

Skąd się wzięły lalki w moim życiu?

Witajcie Moi Drodzy...
Dzisiejszy post będzie trochę osobisty. Choć w założeniu blog ten miał być o lalkach, a nie o moim prywatnym życiu (by nikogo nie zanudzać), lecz właśnie zdałam sobie sprawę, że kolekcjonowanie Barbie stanowi właśnie część mojego prywatnego świata i jest odpowiedzią na różne wydarzenia, które miały miejsce na przestrzeni ostatnich miesięcy. Nie mogę zatem oddzielić tych spraw.

Mój mąż kilka razy zadał mi pytanie "co Cię tak wzięło na te lalki?". Dziwił się narodzinom nowego hobby i chyba czasem zgrzytał zębami, gdy chciałam wydawać na to jakieś pieniądze. Nie traktował tego poważnie, myślał, że to chwilowe zainteresowanie. Starałam się mu tłumaczyć, skąd, co i jak, ale nie jestem pewna, czy zrozumiał... :)

A teraz przed Wami chciałabym obnażyć genezę mojego kolekcjonowania, ale nie wiem JAK mam to ubrać w słowa, by nie zabrzmiało to smutnawo i negatywnie...

MACIERZYŃSTWO. Kilka miesięcy temu zostałam matką. Po narodzinach mojego małego człowieka nastał dla mnie czas ciemności i smutku. Nie wiem dlaczego dotknęło to mnie, to straszne doświadczenie jakim jest depresja, mnie - która z dumą nosiła ciążowy brzuch i odliczała dni do rozwiązania. Opisywanie moich odczuć do dziecka, do świata, do ludzi mnie otaczających byłoby bez sensu, bo w tamtym czasie czułam tylko pustkę.
Mój mąż był przy mnie tylko pierwsze trzy tygodnie po narodzinach małego. Potem musiał wracać za granicę do pracy. W dniu, w którym go pożegnałam powiedziałam sobie "weź się w garść! teraz jesteś ty i malutka istotka, która liczy na ciebie!". Zagryzłam zęby i jakoś pomału sama się z tego wygrzebałam. Szukałam sobie małych radości w około i starałam się nimi cieszyć. Pokonałam to.
Po trzech miesiącach rozłąki mąż wrócił i we trójkę pojechaliśmy za granicę. Byłam szczęśliwa, że wreszcie zamieszkamy razem. Jednak natłok obowiązków, jaki spadł na mnie w związku z prowadzeniem domu i opieką nad maleńkim dzieckiem zgasił trochę mój entuzjazm. I tym razem się nie poddałam i nie przestałam szukać sobie małych radości. Jedną z nich stało się oglądanie zdjęć lalek Barbie w sieci, mojej wymarzonej i ukochanej zabawki z dzieciństwa...

Nie wiem, może pod natłokiem obowiązków i pod naciskiem dorosłości, zapragnęłam wrócić do dziecięcego świata? Przypomnieć sobie beztroskie lata, gdy jako mała dziewczynka bawiłam się lalkami? Wiem jedno: cały dzień czekałam, aż wieczorkiem ululam synka, by móc zrelaksować się oglądając zdjęcia i czytając ciekawe opisy na blogach kolekcjonerów. W ten sposób uciekałam od trudów dnia codziennego w miejsce marzeń, w którym mogłam się zregenerować i naładować baterie. To pozwoliło mi nie zwariować! Odnalazłam nowe hobby: choć lalki wywoływały moje zainteresowanie od zawsze, to dopiero teraz obudziła się we mnie potrzeba kupienia choć jednej! A jak wiadomo od "jednej" wszystko się zaczyna...

Mam nadzieję, że nie smęcę zbytnio.Ten wpis chodził za mną kilka dni i musiałam to z siebie wyrzucić. Początkowo chciałam przejść od razu do opisu Barbie, lecz jakaś część mnie buntowała się, że coś zostanie przemilczane... I tak narodził się ten wpis, a w nim o tym, jak narodziło się moje kolekcjonowanie. A teraz przejdę do meritum:) 

Zgodnie z moimi wcześniejszymi obietnicami, dziś zagości na blogu lalka inna niż poprzednie. Inna w każdym aspekcie: ciała, moldu, stylu i dekady. Przed Wami University Barbie 1996



Barbie jest przedstawicielką serii, w której skład wchodzi kilkanaście modeli - każdy reprezentuje inny uniwersytet. Lalki różnią się między sobą kolorami strojów (obok bieli występuje czerwień, pomarańcz, czerń, fiolet i granat), make upem oraz odcieniami blondu. W serii obecna jest również Barbie AA (mold Christie 1985).
Moja panna przybyła do mnie NRFB i wyciąganie jej z pudła było wydarzeniem niemalże rodzinnym. W zasadzie nie wiedziałam jak wytłumaczyć zaintrygowanej mamie, kwestię nowości lalki. Bo niby nowa, bo zapudłowana, a stara bo z przed lat dwudziestu. 
Po jej uwolnieniu okazało się, że jednak bliższe jej jest pojęcie starości, gdyż ząb czasu nadgryzł to i owo... panienka ma bardzo luźne stawy biodrowe, co jest wynikiem samoistnego zniszczenia się gumki mocującej nogi. Ta we włosach również sparciała, ale to już nie stanowiło dla mnie żadnego problemu. Poza tym byłam z lali bardzo zadowolona. Nabyłam ją ponieważ od zawsze marzyłam o Barbie na ciele pajacyk! Będąc małą dziewczynką widywałam takie modele w miesięczniku "Zabawy i marzenia z Barbie", lecz wtedy taka lalka była poza moim zasięgiem. Drugim powodem był strój. Bardzo, ale to bardzo lubię Barbie-cheerleaderki. Są jak z amerykańskiego snu:) Jeszcze tylko kapitana drużyny bejsbolowej brakuje w charakterystycznej kurtce i z puszką coli w ręce. 
Dodam, że ta lala podobała mi się już od bardzo dawna, ale przed jej kupnem powstrzymywało mnie kilka czynników. A to nie pasuje mi do kolekcji... (no same w sukniach wieczorowych, a między nimi cheerleaderka?), a to mold superstar.... (nie! nie będę zbierać superstarów! są za łądne i zaczne ich kupować miliony!). Lecz potem przyśnił mi się amerykański sen i gdy się obudziłam Barbie była już u mnie...

Czy można się oprzeć tej buźce?



Skoro o facjacie mowa, to warto wspomnieć, że lalki wydane po '95 roku cechował świeży i delikatny makijaż, gdyż w tym okresie nastąpił mały przełom w dziedzinie facepaintu: naturalizacja. Najbardziej radykalnej zmianie uległ rysunek oka, które stało się mniejsze, węższe, zrezygnowano z charakterystycznej niebieskiej oprawy oraz długich i grubych rzęs, a cień do powiek jest praktycznie nieobecny. Usta potraktowano opalizującą pomadką, a nie jak do tej pory różową lub czerwoną szminką. Niuanse te zaskoczyły mnie na pierwszy rzut oka, gdyż na aukcji nie było zbliżenia na twarz i spodziewałam się klasycznego superstara z początku lat 90 tych. 

Strój Barbie to kolejny element, który uległ "odbarbieniu": oszczędzono mu charakterystycznego różu! Śliczny czarno-biały uniformik ujął mnie za sam portfel... 



Body, plisowana spódniczka, skarpetki z czarnymi lamówkami, sportowe butki i obowiązkowo pompony, które zakłada się lalce na dłonie lub nadgarstki za pomocą małych gumeczek. 

Spójrzcie na te możliwości artykulacyjne...:)





Platynowy blond z miodowymi pasemkami:



I butki z uśmiechniętymi słoneczkami...:) 




Hmm. Napisałam już wszystko co chciałam, więc mogę się pożegnać! Do następnego razu! :):)
Buziaki <3


Komentarze

  1. Piękny, osobisty post. Wcale mnie nie zanudził, wręcz odwrotnie!
    Każdy ma jakieś początki swojego kolekcjonowania i zachwycania się swoim hobby. Pewnie niejeden z nas miał równie silne przeżycia i dzięki temu, szukając swoich małych przyjemności, znalazł je w ujmujących twarzach tych niedużych postaci, które potrafią sprawić, że choć na chwilę zapominamy o powszednim, nie zawsze pogodnym, dniu.
    Dużo optymizmu i uśmiechu!
    Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo a ja już tęsknię za lalkami, świetny wpis, czasem te życiowe są fajniejsze niż lalkowe.Fajnie ze odkryłas w sobie na nowo miłość do barbie, też je kocham i zawsze będę, choć teraz muszą usunąć się w cień:'(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo a ja już tęsknię za lalkami, świetny wpis, czasem te życiowe są fajniejsze niż lalkowe.Fajnie ze odkryłas w sobie na nowo miłość do barbie, też je kocham i zawsze będę, choć teraz muszą usunąć się w cień:'(

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znalazłam Twojego maila więc piszę tutaj:) Napisz do mnie na makeascenepl@gmail.com w wiadomej sprawie, to dam znać co i jak:)

    OdpowiedzUsuń
  5. każdy powód jest dobry, ważny -
    ale jeszcze ważniejsze, by robić
    to z pozytywnym nastawieniem i
    przede wszystkim - dla siebie,
    tak po prostu - i tego Ci życzę ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje:) tak sobie myślałam ostatnio, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło...:) dziś cieszę się z hobby, a o ciężkich chwilach nie myślę wcale lub bardzo rzadko.

      Usuń
  6. Myślę, że trafiłaś w kwintesencję tego hobby - szukanie małych radości w zalewie codziennej szarości. Niech Ci służą te małe radości! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Grunt, żeby robić to, co daje nam szczęście ... a jak to szczęście można jeszcze pooglądać i podotykać, to jest już prawie pełnia szczęścia :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ładna historia i dobrze słyszeć, że dla kolejnej osoby lalki to sposób na ucieczkę od prywatnych problemów i odpłynięcie w świat marzeń :-) Superstarka jest naprawdę śliczna i fajne ma te adidaski - gdybyś ją kupiła używaną bez butów, to zapewniam, że miałabyś problem ze znalezieniem odpowiednich - mało jest taki, które pasują na te duże stopy niestety :/

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuje wszystkim za odwiedziny i komentarze:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ciekawa historia i myślę, że wśród nas jest wielu kolekcjonerów, którzy, odwiedzając Krainę Barbie, w jakiś sposób - przynajmniej na chwilę - mogą uwolnić się od świata pełnego polityki, wrogości, przepychanek słownych kolejnych polityków... Ja też mam tego serdecznie dość. Wskutek ostatnich zmian w świecie polskiej polityki moi znajomi podzielili się na dwa obozy, które słownie walczą ze sobą. Jedni opiewają wyczyny nowego polskiego rządu, inni ostro i bezpardonowo krytykują. I pomyśleć, że jeszcze kilka miesięcy temu te same osoby spotykały się ze sobą, były wobec siebie życzliwe - teraz nie chcą się znać. Strach pomyśleć, co jeszcze może się dziać... Ale dość o polityce, bo mieliśmy od niej się uwolnić! Laleczka jest prześliczna! Ubranko, artykulacja, powiew dzieciństwa w postaci tak znanego i ukochanego sprzed wielu lat moldu... :) Gratuluję jej nabycia i życzę jeszcze wielu wspaniałych chwil w działalności okołolalkowej. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za odwiedziny i miłe słowa.:) Kolejny czytelnik zdobyty, więc bardzo się cieszę.
      To potwornie smutne, że polityka była w stanie poróżnić przyjaciół. Czasem mam wrażenie, że oto "im" chodzi. By podzielić naród, wszak w grupie siła... rozdzieleni na obozy jesteśmy łatwiejszym obiektem manipulacji.

      Usuń
  11. Każdy kolekcjoner lalek ma inną historię, ale chyba wszystkie łączy jeden wspólny pierwiastek. Mianowicie każdemu z nas lalki sprawiają radość i to jest podstawą tego hobby. I dlatego też absolutnie nie ma w tym nic złego i warto sobie na takie zainteresowanie pozwolić :)

    Cheerliderka jest wspaniała! To był dobry okres dla superstarów, tak jak napisałaś, poszli w dobrym kierunku zmieniając ich makijaż na bardziej naturalny. Te starsze lalki były tak wspaniale wykonane, do Twojej Barbie nie ma co się przyczepić. Piękna, delikatna, wesoła buźka; cudne, delikatne włoski; super starannie uszyty strój cheerliderki, a nawet porządna artykulacja! Takiej jakości wykonanych lalek od Mattela obecnie nie uświadczymy, nawet kolekcjonerskie mają zawsze jakąś swoją wadę.

    Ta seria jest świetna, gratuluję zakupu :) Sama powstrzymuję się przed kupieniem jakiejś superstarki, ponieważ wiem, że gdy skuszę się na jedną to potem pójdzie już lawinowo.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Spiel Mit Barbie 1978

W dzisiejszej notce pokażę Wam kolejną Vintage, która zasiliła moją kolekcję jakieś dziewięć miesięcy temu. Kupiłam ją za 6 euro na lokalnej stronie z ogłoszeniami. Niestety, jak to często bywa z tutejszymi sprzedawcami były komplikacje komunikacyjne. Właściciel lalki nie odpowiedział bowiem na mojego pierwszego maila w języku angielskim. Dałam sobie więc spokój myśląc, że może ogłoszenie po prostu jest juz nieaktualne. Często przecież bywa, że gdy na sprzedaż pojawi się lalka Vintage, kilka godzin później jest już sprzedana. Jakież było moje zdziwienie, gdy kilka tygodni później, będąc akurat w Polsce na urlopie, ujrzałam to samo ogłoszenie ale z obniżką ceny z 10 euro na 6! Nie zastanawiałam się sekundy i powstał nowy mail do sprzedawcy - tym razem po flamandzku. Niestety pełen błędów, gdyż ten język nie jest moją mocną stroną...
Ku mojej radości osoba ta odpisała i zgodziła się wysłać Barbie w dogodnym dla mnie terminie.
I tak oto stałam się właścicielką Barbie z moldem Stacey. Ten od…

Metamorfoza zwykłej Basi

Czyli Wielka Paka cz.1.
Pomyślałam ostatnio, że fajnie by było pisać bloga bardziej na bieżąco. Tworzenie notek na świeżo, od razu po przybyciu nowej kandydatki byłoby fajnym udokumentowaniem odczuwanej wtedy radości, a także zapisem pierwszego wrażenia. Nie chce jednak odchodzić od mojej świętej zasady kolejności lalek wedle daty przybycia, więc postanowiłam przez jakiś czas nie kupować nowych modeli*, a skupić się w pełni na omawianiu tego, co już posiadam. ;) Wtedy tylko dam sobie szansę, by "dogonić" ze wpisami wciąż przybywające lalki... (przez zatrzymanie ich przybywania...).
* zasada ta nie dotyczy Fashionistek, bo o nich i tak robię notki zbiorowe i publikuje w dowolnym momencie. Zatem nie skazuje się na całkowitą posuchę w kupowaniu Barbie! 
Zatem do dzieła... Następnym po Baywatch Teresa zakupem była największa, jaką dotychczas kupiłam, paczka z trupkami, w której skład wchodziło około 20 lalek. Część z nich oddałam kuzynce, ponieważ nie znajdowały się one w kręgu moic…

Enchanted Evening Vintage Barbie Reproduction 1995

Z dziś prezentowaną lalką wiążę się dość irytująca historia, która wynikła oczywiście z nieuczciwości sprzedawcy na Allegro oraz mojej naiwności... Barbie ta od dawna znajdowała się w kręgu moich zainteresowań, więc kiedy udało mi się zdać w końcu egzamin na prawo jazdy, postanowiłam zprezentować sobie właśnie ją. Niestety incydent, który miał miejsce po zakupie, skutecznie popsuł mi radość z lalki i dziś nie kojarzy mi sie ona z radością i świętowaniem, a z oszustwem sprzedawcy i moją bezradnością... Ale zacznijmy od początku. Przeglądając Allegro, szczęśliwa po udanym egzaminie, natknęłam się na dwie interesujące aukcje: Solo in the Spotlight Vintage Barbie Reproduction 1995 w stanie używanym, bez pudełka za mniej niż 90 zł oraz Enchanted Evening Vintage Barbie Reproduction 1995 za tą samą cenę ale w pudełku. Dodam, że oba ogłoszenia pochodziły od różnych sprzedawców. Chwilę zajęło mi podjęcie decyzji, którą lalkę wybrać ale nigdy nie zgadniecie, co przeważyło na korzyść dziś omawiane…