Przejdź do głównej zawartości

Barbie The Look City Shine #2

Witajcie Kochani.
Chciałam pisać posty częściej, by zapełnić bloga i przyciągnąć czytelników. Zaplanowałam sobie skrobnąć coś raz na tydzień, wybrałam nawet dzień: sobota. Niestety pech ostatnio się uczepił mojej osoby i tak manipuluje wydarzeniami, by mnie od pisania bloga odciągnąć. Ostatnio na przykład zrobił mi zapalenie nerki i wysłał do szpitala na czterodniowy wypoczynek...

Opowiedzieć? Jak coś to dwa poniższe akapity będą o choróbsku, możecie ominąć, potem będzie o lalkach. :) 

Zatem.... już w momencie pisania ostatniej notki coś niedobrego się ze mną działo, ale to ignorowałam. Bolało mnie z boku, ale myślałam, że najadłam się za dużo bananów i  stąd ten ból. Brałam więc paracetamol i żyłam tak około tygodnia Czasem jednak bolało mocniej i gotowałam wtedy na siedząco, bo ustać się nie dało... W tym samym czasie mój mąż się przeziębił, więc pech na całego...

Pewnego pięknego wieczora, mniej więcej tydzień od pojawienia się bólu brzucha, uśpiłam synka i ciesząc się, że nastała moja ulubiona pora, czyli "czas dla siebie" zasiadłam do komputera, by pooglądać ciekawe rzeczy i poczytać lalkowe blogi. Nagle...- jak mnie nie zatrzęsie z zimna, jak mnie chłód nie owieje... tak mi się siedzenia przed komputerem odniechciało.  Poszłam zrobić herbatę i hop do łóżka pod kołderkę. Z minuty na minutę czułam się gorzej. Ani herbatka nie pomogła, ani kołderka. Dreszcze i łamanie po kościach. "Zaraziłam się od męża" - pomyślałam i próbowałam zasnąć. Niestety godzinę później obudziła mnie gorączka i dreszcze. Mąż się obudził również zaniepokojony. Nad ranem zaczęłam wymiotować. Byliśmy pewni: grypa żołądkowa! I tak trzy dni chorowałam, ale zamiast mijać grypa się rozwijała. Nic nie jadłam, piłam ledwo co. Nagle mnie oświeciło! Dziwny, zlokalizowany z boku brzucha ból, trwający od tygodnia + gorączka, wymioty, osłabienie i dreszcze = coś poważnego. Gdy gorączka osiągnęła imponujący wynik 40,4 stopnie wzięliśmy dokumenty z ubezpieczalni, zapakowaliśmy synka i pojechaliśmy na pogotowie... 
Na miejscu zajął się mną personel medyczny, który pobrał mi z 5 litrów krwi do badań i kazał nasikać do pojemniczka, po czym obiecał, że za godzinę będą wyniki. Mniej więcej po obiecanej godzinie przyszedł lekarz i zaszokował mnie diagnozą. Infekcja nerki. Ale że co? Jak? Skąd się to dziadostwo przyplątało? I się zaczęło. Kroplówki, antybiotyki, badania i strzykawki. I tak przez cztery dni... Nie będę opisywać dramatu jaki przeżywał mój mąż w związku z opieką nad 8-o miesięcznym malcem przyzwyczajonym do cyca mamusi, gdzie w pobliżu brak żywej duszy do pomocy, bo mieszkamy za granicą i nie mamy tu nikogo z rodziny. Nie będę opisywać jak wyglądał mój dom po trzydniowej chorobie gospodyni. Wszystko zostało jednym słowem wywrócone do góry nogami. Ja w szpitalu, moi faceci sami w domu, pozbawieni kobiecej ręki, która nakarmi, do snu utuli i domostwo ogarnie. Mąż chory zaraził dziecię, które pozbawione mleka matki i dawki przeciwciał, poddało się infekcji i zakatarzyło się biedne i zachrypiło... no jak się wali to wszystko na raz! 

Wypisali mnie niespodziewanie i pięć dni wcześniej niż planowali. A powodem tego szczęścia było znalezisko, jakiego dokonali lekarze, a mianowicie antybiotyk, bezpieczny dla matki karmiącej, który można brać w domu, w tabletkach, a nie jak dotychczas - w kroplówce. A że na nogach stałam już o własnych siłach to mnie wypuścili... Radości nie było końca. W dodatku w autokarze siedziała już moja rodzinka, która przybyła na pomoc. I wszystko się dobrze skończyło... rodzice przyjechali, pomogli dom posprzątać, synkiem się zajęli, a ja mogłam swoim tempem wracać do zdrowia. Antybiotyk co prawda jeszcze biorę, ale czuję się już na tyle dobrze, że mogę odkurzyć bloga:). 

A teraz to, co wszyscy lubimy najbardziej... czyli Barbie :) Dziś chciałabym zaprezentować Wam lalkę, której na początku nie chciałam, lecz czułam "obowiązek", by ją kupić. Z dwóch powodów: aby zamknąć serię i z powodu moldu, jaki posiadała. A oto:


Barbie The Look City Shine #2. Wszyscy zapewne rozpoznają mold Steffie na powyższym zdjęciu. Podobnie jak wielu kolekcjonerów uważam tą buźkę za jedną z najpiękniejszych twarzy w historii Mattela. Jest to pierwsza i jak na razie jedyna przedstawicielka posiadaczek moldu Steffie w mojej kolekcji. Bardzo długo biłam się z myślami, czy kupić tą lalkę, czy nie... wahałam się, bo wydawała mi się ona jakaś taka...nudna? A może to ta twarz? Z jednej strony chciałam w kolekcji mold Steffie, lecz z drugiej, ten konkretny jego model nie podobał mi się. Bo czyż ta buzia nie jest najśliczniejsza w delikatnym makijażu? Czy kocie oczy, tona cieni do powiek i konturówka wokół tych ślicznych dziewczęcych usteczek nie gryzą się z urodą Steffie??  



Takie mam odczucia i będę dążyć do wzbogacenia kolekcji o taką właśnie delikatną Stefcię. Póki co cieszę się tą! Bo pomimo wszystko wybredna nie jestem i kocham wszystkie Barbie, które zobaczę na żywo. (No może z małymi wyjątkami) :



Moją Steffie kocham za piękne włosy i dodatki. Suknia też niczego sobie.





Ogólnie chwalę sobie tą pannę. Choć jak wspominałam nie trudno mnie zadowolić. Obawiam się nawet, że zachwyca mnie byle co... Odwiedzając blogi innych lalkowiczów zaczynam dostrzegać, że mają oni bardziej wysublimowany gusta. Ja kolekcjonuję od niedawna. Jeszcze podoba mi się wszystko. Myślę jednak, że z czasem mój gust "wyrobi się", a moja kolekcja zacznie podążać w konkretnym kierunku. No dobra, nie wierzę w to:). Było dokładnie na odwrót: zakładając kolekcję założyłam sobie, jakie lalki będę zbierać, kreśląc tym samym jakieś ramy mojej kolekcji, po czym zaczęłam poza nie wykraczać kupując lalki bez składu i ładu... Jeszcze tego nie widzicie, bo jak dotąd opisałam tylko cztery modele i to należące do tej samej serii, ale wkrótce się przekonacie :)

Wracając do Steffie. Dodałam do jej stylówy coś od siebie. Choć nie lubię zmieniać stanu fabrycznego lalek, które kupiłam nowiuśkie, to czasem pozwolę sobie na drobną modyfikację wizerunku, jak na przykład w przypadku Steffci, której ofiarowałam futrzane boa:




Niestety paniusia zachęcona prezentem szybko zażądała nowej kiecki! Miałam to ja wyjście? Jak mi się obrażona notorycznie tyłem w witrynie ustawiała? Dobrze, że allegrowiczka miała na zbyciu jedną kreację... 



I tak Steffcia jako jedyna została właścicielką zapasowego outfitu. Coś czuję, że na tym jednym się nie skończy:) A tym czasem prezentacja lalek z serii City Shine dobiegła końca. Koniec trucia w kółko o jednym i tym samym! Czas na zbiorowe foto dziewczyn:





I jedyne udane i zarazem moje ulubione: 



Tyle na dziś! Do zobaczenia wkrótce!!
Buziaki!!! <3

Komentarze

  1. Ta seria jest niezwykle udana. Piękne twarze, ubrania, elegancja i szyk. Steffie brakowało w kolekcji, więc musiałaś ją mieć :)))
    Życzę zdrówka całej Twojej Rodzince i powrotu do częstszego blogowania :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli jednak nie tylko ja uważam je za udane:) mało tego wypust drugi tej serii jest równie interesujący... skoda, że na razie poza moim zasięgiem:) na allegro nie ma, w sklepach nie wiem, bo nie chodzę. ale czekam cały czas aż się gdzieś pojawią :) co do zdrowia, to dziękuje:) na szczęście już po burzy!

      Usuń
  2. Gratuluję całej czwórki pięknotek :)))
    u mnie na razie jest tylko ciemnoskóra Mbili :)
    Stefcia z ciemnymi włosami, to piękny i bardzo udany 'egzemplarz' Matella :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje za odwiedziny i witam na moim blogu:)

      Usuń
  3. Piekne wszystkie <3

    Ja mam niestety tak samo ze beze mnie swiat sie wali...takie uroki zycia za granica bez pomocnej reki rodziny.

    Duzo zdrowka zycze i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. akurat właśnie tę najbardziej chcę!!!
    jeśli nie ucieknie do grudnia ze sklepów -
    wróci ze mną do Szydełeczkowa :)))

    mnie spodobało się przedostatnie od dołu zdjątko!

    OdpowiedzUsuń
  5. u mnie w sklepach nie ma takich lalek... tylko syrenki i wrozki:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie ta lalka nie zaciekawiła na zdjęciach promocyjnych, ale gdy zobaczyłam ją na żywo... po prostu nie umiem się chyba oprzeć twarzy Steffie. ;D Na promo wydawała mi się niezbyt ciekawa, taka bez ekstrawagancji. Na żywo okazała się nieodparcie piękna. <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję zebrania całej serii :) A Stefcia w nowej sukni - zachwycająca! :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Spiel Mit Barbie 1978

W dzisiejszej notce pokażę Wam kolejną Vintage, która zasiliła moją kolekcję jakieś dziewięć miesięcy temu. Kupiłam ją za 6 euro na lokalnej stronie z ogłoszeniami. Niestety, jak to często bywa z tutejszymi sprzedawcami były komplikacje komunikacyjne. Właściciel lalki nie odpowiedział bowiem na mojego pierwszego maila w języku angielskim. Dałam sobie więc spokój myśląc, że może ogłoszenie po prostu jest juz nieaktualne. Często przecież bywa, że gdy na sprzedaż pojawi się lalka Vintage, kilka godzin później jest już sprzedana. Jakież było moje zdziwienie, gdy kilka tygodni później, będąc akurat w Polsce na urlopie, ujrzałam to samo ogłoszenie ale z obniżką ceny z 10 euro na 6! Nie zastanawiałam się sekundy i powstał nowy mail do sprzedawcy - tym razem po flamandzku. Niestety pełen błędów, gdyż ten język nie jest moją mocną stroną...
Ku mojej radości osoba ta odpisała i zgodziła się wysłać Barbie w dogodnym dla mnie terminie.
I tak oto stałam się właścicielką Barbie z moldem Stacey. Ten od…

Nadia, de verzamelaar uit België en haar prachtige collectie

Witam po długiej przerwie!
Pewnie pomyślicie, że znudziło mi się blogowanie ale nic bardziej mylnego! W ostatnim wpisie wspominałam, że wyjeżdżam na urlop do Polski i tak się złożyło, że zamiast wrócić po zamierzonych dwóch tygodniach musiałam zostać na dłużej. Zatrzymały mnie tu sprawy od dawna wymagające domknięcia, jak na przykład egzamin na prawo jazdy, którego zdawanie po kilku porażkach porzuciłam dwa lata temu... Moje lalki oczywiście zostały w domu... także, te których kolej przypada do pojawienia się na blogu. Gdybym wiedziała, że wyjeżdżam na tak długo zabrałabym ze sobą kilka pań. I chociaż mam kilka nowych egzemplarzy, które kupiłam lub dostałam tu na miejscu, to jednak nie mogę się przemóc, by złamać moją świętą zasadę kolejności! Ten blog jest dla mnie jak archiwum, w którym po latach będę mogła odnaleźć chronologiczny opis mojej kolekcji.
By przerwać tą śmiertelną ciszę na blogu, przygotowałam więc dla Was coś specjalnego, coś, co od dawna chciałam tu pokazać, jednak potr…

Metamorfoza zwykłej Basi

Czyli Wielka Paka cz.1.
Pomyślałam ostatnio, że fajnie by było pisać bloga bardziej na bieżąco. Tworzenie notek na świeżo, od razu po przybyciu nowej kandydatki byłoby fajnym udokumentowaniem odczuwanej wtedy radości, a także zapisem pierwszego wrażenia. Nie chce jednak odchodzić od mojej świętej zasady kolejności lalek wedle daty przybycia, więc postanowiłam przez jakiś czas nie kupować nowych modeli*, a skupić się w pełni na omawianiu tego, co już posiadam. ;) Wtedy tylko dam sobie szansę, by "dogonić" ze wpisami wciąż przybywające lalki... (przez zatrzymanie ich przybywania...).
* zasada ta nie dotyczy Fashionistek, bo o nich i tak robię notki zbiorowe i publikuje w dowolnym momencie. Zatem nie skazuje się na całkowitą posuchę w kupowaniu Barbie! 
Zatem do dzieła... Następnym po Baywatch Teresa zakupem była największa, jaką dotychczas kupiłam, paczka z trupkami, w której skład wchodziło około 20 lalek. Część z nich oddałam kuzynce, ponieważ nie znajdowały się one w kręgu moic…